Więźniowie wolontariuszami w Hospicjum
Nie jest to temat nowy. Jest on realizowany przez okres 5 lat w Gdańsku w ślad za którym idą inne miasta w Polsce. Jednych taki pomysł jak i cała inicjatywa dziwił jak szokował- opinie bywają bardzo rozbieżne nie sposób ich generalizować. Nasuwa się pytanie czy jest to dobra forma resocjalizacji i czy to jest wyłącznie, w tym wąskim znaczeniu „resocjalizacja”, czy też, może jest to coś znacznie głębszego?
Wydaje się iż jest to coś znacznie głębszego, ponieważ w Hospicjum dotyka się innej materii życia, niemal jest się w centrum ludzkiego – ziemskiego końca życia -wielu ciężko chorych ludzi. Których Hospicjum bardzo często bywa ostatnim domem, a jeśli tak to więźniowie- stykają się; mogą się stykać ze śmiercią, niemal twarzą w twarz. Nie wiem, czy to zmienia ich optykę, co to całej rzeczywistości, natomiast z pewnością stanowi to dla owych wolontariuszy istotną lekcje – bycia komuś pomocnym. Myślę sobie że jest to wzajemna wymiana. Podopieczni również coś dają- dają swą ufność, ciepło może nawet coś więcej, zamian za obecność i pomoc tym którzy są blisko nich. W szpitalach czy w hospicjach, mamy do czynienia z innym poziomem relacyjności – jak i całego złożonego procesu komunikacji- ona odbywa się na poziomie serca, gestu, spojrzeniu, w takich miejscach liczy się obecność w obliczu cierpienia i strachu przed samotnością na łożu śmierci nikt nie che umierać w samotności w obliczu cierpienia. Każda obecność jest ważna i potrzeba, jestem zdania iż liczy się odruch serca a nie to czy ktoś jest więźniem czy nie.
