Kropelka za kropelką transfuzja i ja
Dość dziwne uczucie mi towarzyszyło ostatnio… Tak się jakoś pogmatwało z mym zdrowiem że musiałam mieć transfuzje a dokładniej miałam podane dwie jednostki krwi…i w zasadzie nic w tym nadzwyczajnego by nie było gdyby nie myśli jakie mi towarzyszyły później gdy leżałam wieczorem – myślałam sobie o tym jakie to życie bywa przewrotne, nieprzewidywalne wręcz, dbasz o siebie, starasz się by było okey a w kolejnym rozrachunku dowiadujesz się że jest kiepsko i kolejne nadchodzące dnie stają się zależne od czyjegoś „oddania krwi” która wędruje przez długą cienką zakręconą rurkę prosto do mojego krwiobiegu/ zaczęłam zastanawiać się nad tym, jaki styl życia ma ta osoba której teraz krew dostaje… wiem, wiem strasznie głupie myśli ale właśnie coś mnie takiego naszło – nie potrafię tego wytłumaczyć…. A nie była to moja pierwsza transfuzja w życiu lecz któraś tam z kolei… tym bardziej dziwne uczucie. Nie zmienia to absolutnie faktu że ludzki akt,
daje innym możliwość życia. Gdyby nie chęć i gotowość oddania krwi przez innych bezinteresownych ludzi to nasze- zdrowie, życie mogłoby być zagrożone…. W ostatecznym akapicie Wielkie dzięki Anonimowy dawco krwi za to że jesteś!!!wszystkim życzę jeszcze/ wiele, wiele zdrowia szczególnie w ten czas zmieniającej się aury pogodowej…
