Jak pogodzić innych nie będąc zranionym
Taki jest wątek – dzisiaj dzień mam dość koszmarny, może dlatego taki wpis-post…
Od niemal zarania wieków, wiadomo że dziedziczymy pewne wzorce, nawyki, symbole kulturowe w których wzrastamy stają się nam znajome. Natomiast w tym istotnym wzrastaniu w społeczną świadomość gatunku, trzeba być uzbrojonym w nie lada ciężki pancerz który ma być schronem dla nas „jak coś- na wszelki wypadek”… Lecz rosnąc, dojrzewając zapomina się nam mówić o tym byśmy – nie byli w pełni chętni to niesienia pomocy innym – wiem że brzmi to głupio ale zaraz uzasadnię – otóż ja dziś na własnej skórze doświadczyłam tego iż moje dobre intencje, wynikające z ruletki sytuacyjnej – spotkały się z dezaprobatą a nawet z wrogością… Czy to znaczy że dobro nie powraca jak bumerang? Z tego wynikać by, mogło że właśnie nie – może być, i tak że na dobro zadane innym, inni odpowiedzą wrogością… Moje dobre intencje i słowa kierowane do innych w dobrej wierze miały być pomocne a zostały potraktowane jako prowokacja do konfliktu, do tego by coś wybuchło…Szkoda… to nie moja urażona duma, czy zbyt tkliwa wrażliwość popychają mnie to takiego usytuowania sprawy ale, jest to zwyczaje uczucie przykrości jakie mi zadano…
Więc zaczynam mieć wątpliwości, czy warto za taką cenę walczyć w imię „spokoju”… każdy ma jakąś granice która pod naporem może nie wytrzymać – a wtedy nawet „klej kropelka” nie pomoże…
