Mit upośledzonego macierzyństwa
To mój wątek – temat na dziś. Dość długo się zastanawiałam nad tym tematem – wiem że nie jest on odkrywczy w swej istocie. Bowiem istnieją już co najmniej kilka dekad –w światowe teorie mówiące – o tym że aspekcie życia. Sięgając do źródeł Pedagogiki Specjalnej- trzeba odważnie zauważyć iż samo zjawisko trajektorii- wobec faktu narodzin chorego dziecka przemawia za tym kontekstem.
Ten aspekt – dotyka sfery bardzo delikatnej…
Trudno odkryć jakąś prawdę o trudnym macierzyństwie… nikt przecież planując rodzinę nie myśli sobie o chorym dziecku… Mamy natomiast wyobrażenia – jakie idealne będzie nasze dziecko/ to jest oczywiście i jak najbardziej normalne.
Co dzieje się gdy nasze wyobrażenia rozmijają się z rzeczywistością? Gdy dziecko rodzi się chore? Z dostępnych źródeł wiemy, po- partych doświadczeniem że bywa bardzo różnie; jedni rodzice się załamują – negują całą sytuacyjnie, mówią iż dziecko jest niedopasowane do ich życia wówczas tacy rodzice decydują się na oddanie chorego dziecka. Bywa też i tak że rodzice mają wewnętrzny konflikt – nie oczekiwali na chore dziecko, boją się tej roli która na nich zacznie spoczywać ale nie potrafią przestać kochać dziecka – uczą się wraz z nim życia od nowa – dalej lecz w zupełnie nowych okolicznościach;
Mówi się często o tym że macierzyństwo chorego dziecka- jest nie pełne, czegoś w nim brakuje, nie można się „przecież” cieszyć z narodzin chorego dziecka/ trzeba odczuwać smutek i żal – uczucia wpisane w stan żałoby – który jak wiemy jest tożsamy z pożegnaniem – kogoś nam bliskiego w momencie jego śmierci . Wyłania się z tegoż kontekstu smutny obrazek sytuacyjny – najpierw musimy pożegnać wizje zdrowego dziecka – zanim zaczniemy cieszyć się macierzyństwem chorego dziecka…
Bycie rodzicem chorego dziecka z pewnością nie jest łatwe, składa się na nie wiele wyzwań które śle los „łaskawie”- szpitale, konsultacje, operacje, leki, rehabilitacja, – jednak gdy jest prawdziwa miłość matki do dziecka to tych problemów nie dostrzega się przez taki pryzmat. Działa się systematycznie w imię lepszego jutra dla tego dziecka. Dziecko chore potrzebuje wsparcia rodziców, rodzeństwa ze zdwojoną siłą nie dlatego by je rozpieścić – lecz jest to pomocne w kształtowaniu poczucia jego wartości. No niestety żyjemy w świecie w którym to słabość odpieramy czynimy z niej marginalizacje… więc to można zrobić? Trzeba kształtować poczucie wartości chorego dziecka samemu; a na marginesie to sama nie bardzo wiem dlaczego uważamy że jeśli dziecko jest chore to już niczego nie osiągnie, i że nie będzie człowiekiem z którego będzie można być dumnym… Powiem więcej wiem, że choroba w osobie chorej – dziecku potrafi wyzwolić determinacje – wolę do walki, do działania… by pokazać innym że chorowanie do jedynie cześć życia a nie coś co determinuje nad całą osobowością… Ludzie nie mający takich doświadczeń nie myślą o tym w ten sposób…Nie można nikogo osądzać – może wynika to po prosu z barku wiedzy ?
Jeśli jest przyzwolenie na to by przerywać ciąże w momencie stwierdzenia faktu „uszkodzenia; choroby” to rodzi w świadomości chorych – ludzi pewną niezgodę – niezrozumienie- czyli co? Mogłem, mogłam się nie narodzić? Bo jestem chory i nie ma w tym nic złego? Dlaczego czy to znaczy że jestem gorszy- gorsza?? Są to bez wątpienia trudne obszary do rozważna…Jeśli się kocha prawdziwie a nie dlatego że wypada to nie ma czegoś takiego jak upośledzone macierzyństwo- Jak mawiała M. Łopatkowa Pedagogika serca – kochajmy
