Cierpienie się sprzedaje
Cóż rzecz, będzie tym razem, z zakresu ekshibicjonizmu – dosłownie, z doniesień specjalistów z zakresu Public relations wynika iż to co intymne, nakropione cierpieniem do tego otarte o porażkę = jest mega towarem, na który to jest zapotrzebowanie. Dlaczego? Ludzie podobno, lubią gdy innym się nie udaje, gdy inni ponoszą porażki, gdy inni ocierają łzy rozpaczy… Takie roznegliżowanie się dobrze się sprzedaje ponieważ – potrafi sprawić, iż przeciętny Kowalski będzie czuł się lepiej; że nie tylko jemu jednemu, się nie udało, to czy tamto… Wnikliwe obserwacje, przemawiają za tym że, – takowa postawa społecznych zachowań, wobec cierpienia, nie mieści się w normie, jest poza nią; wobec tego – trzeba zmienić postawę ogółu społecznego, wobec faktu cierpienia, by ono było odczytywane jako to, czym ono jest,- a nie jako – „to” czym ono nie jest. Cierpienie nie ma być, pożywką dla poprawy humoru; nie ma być powodem do „radości”- (dziwnie mi się samej piszę to zdanie). Mam jednak nadzieje że dla większej większości, jednak cierpienie, jest tym czym ono faktycznie być, potrafi.
